Jest takie zdjęcie Leonor Fini (nie, bynajmniej nie to, które załączam:-), na którym malarka prezentuje się w swoim atelier: ubrana w udrapowaną suknię, z odsłoniętym ramieniem, przy sztaludze, prezentuje odsłonięte ucho, a w nim okazały kolczyk. Wokół widać akcesoria malarskie, podwieszone pod kątem lustro odbijające cień pojemnika nabitego pędzlami, pod sufitem tablica z anatomicznym szkicem nietoperza. Gabinecik czarodziejki, chaotyczny buduar czy pracownia modystki? Atelier jest próbką tropów skojarzeń. Fini jej figuratywne, księzycowo-oniryczne malarstwo (jak i wielu innych) podobno "przegrało" bój z awangardą abstrakcji - nic bardziej mylnego. Jeśli głębiej się nad tym zastanowić, abstrakcyjny przypływ pożarł być może nurt sztuki sankcjonowanej, tj. wystawy, galerie, biennale. Jednak surrealizm, a zwłaszcza ten symboliczny, który nie zrezygnował po cichutku z tradycji figuratywnej odnalazł się doskonale w trendzie kultury popularnej, a zwłaszcza świecie szeroko pojętej mody, stylizacji, sztuki fotografii magazynowej i telewizji opartej na teledysku oraz w grafice komputerowej. Stąd tego rodzaju naśladowcy czy też wpływowe wnuczęta o wiele intensywniej zasiedlają sieciowe strony, galerie niż ich skrajnie abstrakcjonistyczni odszczepieńcy.
środa, 16 maja 2012
poniedziałek, 14 maja 2012
Warianty
Widząc już z czytelniczego statku zarys portu pod tytułem "finał lektury" przebrnęłam przez lekturę biografii Czesława Miłosza autorstwa Andrzeja Franaszka. Być może nie powinnam w tym miejscu używać formy "przebrnęłam" bo w przypadku nieprzyjaznej interpretacji, ktoś może odnieść wrażenie że lektura mi nie przypadła do gustu lub była zwykłą nudną cegłą biograficzną zabarwioną kultem pośmiertnym wybitnego poety. Nie. Choć w sumie - jak się uprzeć, to i tak można opracowanie Franaszka odebrać ;-) Ale bądźmy poważni, przynajmniej przez chwilę...
wtorek, 8 maja 2012
Zemsta po latach?
Jak zemsta po latach. Bez zapowiedzenia złożyłam wizytę na uśpionym profilu MySpace. Cmentarzysko internetowych dolegliwości jest wyjątkowo pamiętliwe. Wszystko zachowa, więcej przypomni, zawsze zaskoczy. Nie powinno usuwać się swoich "wcieleń". Są dobrym przewodnikiem dla mapy przeszłości. Przy okazji odwiedziłam też blog Terry'ego. Ten to przynajmniej nie wypadł z formy blogerskiej.
I tak sumując - by the way ostatniej rozmowy via live not via virtual ze Stu: tak zwane fejsbuki wyskubały energię, zadzior i głębię blogów. Wymiana narracji została sprowadzona do krótkich, lakonicznych okrzyków, achów, lub lajków. Może coś się z tego dalej wykluje, przepoczwarzy?
Skoro wybory we Francji są uznawane (być może pochopnie) za zmierzch post-polityki, to i czeka nas rewolucja na linii post-komunikacji ;-)
Czasem trochę mi żal czasów, kiedy smętny, bądź dla odmiany dynamiczny dzień rozpoczynałam od kawy i lektury blogów - które zawsze inspirowały i zawsze (w przeciwieństwie do teraz) były aktualizowane :-)
I tak sumując - by the way ostatniej rozmowy via live not via virtual ze Stu: tak zwane fejsbuki wyskubały energię, zadzior i głębię blogów. Wymiana narracji została sprowadzona do krótkich, lakonicznych okrzyków, achów, lub lajków. Może coś się z tego dalej wykluje, przepoczwarzy?
Skoro wybory we Francji są uznawane (być może pochopnie) za zmierzch post-polityki, to i czeka nas rewolucja na linii post-komunikacji ;-)
Czasem trochę mi żal czasów, kiedy smętny, bądź dla odmiany dynamiczny dzień rozpoczynałam od kawy i lektury blogów - które zawsze inspirowały i zawsze (w przeciwieństwie do teraz) były aktualizowane :-)
wtorek, 10 kwietnia 2012
W lekkim uproszczeniu
Podsłuchując około świąteczne i świąteczne pogadanki kobiet, w lekkim uproszczeniu, można odnieść wrażenie, że: młode kobietki dyskutują o miłostkach i ciuchach, dojrzałe o pieniądzach, kredytach i ciuchach, starsze o chorobach i ciuchach. Konkluzje płyną dwie: jedynie kwestia ciucha, jest sprawą gwarantującą porozumienie międzypokoleniowe. Oczywiście tylko w aspekcie ogólnym, bo już w szczególe nie. A co z zresztą miłostkami, kredytami i chorobami? Well, wniosek taki, że miłość to choroba na kredyt :-)
środa, 1 lutego 2012
Z parafrazą w tle
Parafraza Żuława - po opinii wygłoszonej przez 16-latka:
Moje dni w realu są lepsze od waszych nocy na Facebooku
Bardzo cool :-)
Moje dni w realu są lepsze od waszych nocy na Facebooku
Bardzo cool :-)
I głupiego i mądrego można zabić
Znajomość kilku języków, tysięcy książek czy setek koncepcji filozoficznych albo formuł technicznych nie uchroni przed tym, że ktoś może przyjść i cię zabić. Well, może nie zabić ale sponiewierać lub pobić, okraść. Nie ma znaczenia. Z drugiej strony, bez tej rozbudowanej czy przybudowanej wiedzy, może ci się przydarzyć to samo...
I już luty :-)
Wprawdzie mroźno, ale serdecznie słonecznie zrobiło się. Uf i po styczniu, miesiącu wredoty i złej energii :-)
W lutym to mi się chce wszystkiego.
W lutym to mi się chce wszystkiego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
