poniedziałek, 17 grudnia 2012

Nowe okulary


Różnorodność pałętających się po mojej głowie tematów jest powodem, dla którego ułożę ten wpis w formie dziennikowych refleksyjek:

1. Po kilku latach dotarłam w końcu do optyka, aby zmienić szkła i oprawy. Za każdym razem przeżywam coś w rodzaju naiwnego i cudownego zaskoczenia, jak pod wpływem nowych szkieł zmienia mi się postrzeganie świata :-) Ach, te kontury, kolory, ostrość... :-)
Ostatni wybór oprawek nie był trafiony - za wąskie pola, i ciągle miałam wrażenie, że został źle obliczony kąt cylindra. Trudno, teraz za to sobie odbiłam. Wielkie szkła, wielkie rogowe oprawki, zero kompromisów :-) Subtelne ultranowoczesne "druciaki" czy "tytaniaki" nie nadają się do użytku w moich warunkach. Poza tym, dobrze jest mieć okulary, które są widoczne z daleka i nie trzeba ich ciągle szukać... :-) Nowy wyraźny świat hip hip hurra.

środa, 12 grudnia 2012

Give it to me



Czy państwo powinno być roszczeniowe w stosunku do obywatela, czy to jednak obywatel ma jedyne prawo do słowa: daj? Wszystko zapewne zależy od wymiany, co komu i za co daje. Choć, wiadomo - każdy zna takie sytuacje, że osoba nieustannie obdarowywana wcale to nie musi być równie hojna. 

wtorek, 4 grudnia 2012

by the way...

...wpis i wątek dotyczący ostatniej fazy sagi Zmierzch podjęłam niejako zastępczo. Od ponad miesiąca zbierałam się, aby podzielić się refleksjami na temat - jak to się ładnie mówi - "tego co się dookoła dzieje", jednak wybaczcie, ale nie jestem w stanie. Jest pułap żenady i dramatu, od którego nie chroni mnie nawet bariera wulgaryzmów i sarkazmu :-)

mam nadzieję, że "13" wprowadzi coś lepszego.

Marzy mi się zmierzch żenady, a nie zmierzch dobrego smaku :-)

W piątek, korzystając  z dobrodziejstw sieciowych zakamarków i kabla HDMI przekonałam się jak kończy się saga o najbardziej rozpoznawalnych i celebrowanych wampirowatych naszych czasów (nie, to lekkie nadużycie - ostatnich lat, tak należałoby to ująć). Więc jak się kończy? Nijak. Jak może kończyć się historia, w której w nic się nie dzieje :-)

środa, 3 października 2012

Październikowa rdza

Październikowa rdza - wyjątkowo dobry tytuł, choć zawsze przychodzi pokusa aby "rust" zmienić na "hurt" Październik rani - w polskim tłumaczeniu nie ma tego eleganckiego brzmienia, bo usta i struny głosowe produkują inne dźwięki; nie tak pięknie zaokrąglone czy krótko wyciągnięte, tylko rozszerzone, szeleszczące, twarde, w drugiej sylabie nawet cholernie mokre. Może jest to jakaś wariacja na temat postrzegania tego miesiąca przez Anglosasów i Słowian :-)

Dziś, po przerwie lektura blogów Stu i jesienne dywagacje. Dziwne, przyszedł mi od razu na myśl Robert Frost, choć akurat jego nie można zaliczyć ani do nurtu melancholików ani cmentarników. Zdało mi się jednak, że ten Amerykanin w sposób zwięzły i wspaniały pod względem rytmiki wyraził definicję przyczyn źródeł melancholii. Być może kompletnie nad tym nie zastanawiając się. Najlepsze puenty są wszak dziełem chwili i nastroju, impulsu, rzadko zaplanowanego rozumowo wywodu.

Lubię ciepłą jesień i lubię ostre światło jakie w tym okresie potrafi cuda wyczyniać. Jednakże to nie jest  możliwe do zaobserwowania i odczucia w ciągłym biegu miejskim. Ten piękny efekt trwa cholernie krótko, szybko ustępując deszczom, chłodnym porankom i wilgotnym wieczorom. Być może jest dlatego tak unikatowy. Oczywiście już za dwa tygodnie zacznę marzyć o plaży z białym pisakiem i ciepłym morzu, pożeraniu oliwek, piciem wina itp... ale teraz, teraz naprawdę mogę się w tym zanurzyć. W żywej rdzy :-)

Cóż jeszcze dodać o październiku? Idealny miesiąc do żeglowania w przeszłość, perfekcyjny do słuchania niektórych płyt. Dziwne, ale jesień to czas u mnie zazwyczaj dynamiczny, pełny zmian, silnych emocji. Cóż, zatem doceńmy październik :-) Jeśli nie na trzeźwo to po butelce pinot noir.


wtorek, 4 września 2012

On the road


Trzy lata temu zmarła moja mama, a mi ciągle wydaje się że pojechała do Rosji i muszę zadzwonić żeby dała spokój i wreszcie wracała (to z powtarzającego się snu).

5 września 1957 roku J. Kerouac po 6 latach czekania wydał W drodze. Urodziłam się 5 września - choć nieco później - więc myślę sobie, że pewnie to z tego błahego powodu lepiej się o niej wyrażam niż o innych książkach z tego okresu. Może też dlatego, że najważniejszą uwagą jaką uczynili beatnicy było to, żeby nie bratać się z mieszczanami, bo to zawsze kończy się źle. 
Co do On the road - mamy teraz nowy film, od 12 września u nas w kinach. 

Od kilku dni zastanawiam się, jak wiele złych lub nieodwracalnych rzeczy spotyka nas w życiu i jak bardzo te dobre są zawsze podszyte czymś gorzkim. Nie mam nic przeciwko temu, że życie nie należy do najmilszych epizodów - bo nikt nie daje gwarancji dla tego towaru - ale najgorsze jest ten moment, kiedy uświadamiam sobie ile czasu zmarnowałam choćby na podtrzymywanie bezsensownych relacji z jakimiś światami zupełnie mi obcymi. Nie ma innego źródła krzywdy dla człowieka jak inny człowiek, lub on sam. W perspektywie wielu możliwości jakie mimo wszystko i ciągle daje nam funkcjonowanie w tym świecie, to dość żałosna konstatacja. Stadność ludzi, to lepienie się do siebie, to natarczywe tkanie relacji, wspólnotowość, kastowość czy cholera co tam jeszcze - to jest straszne. To jest horror. 

Podobno najtrudniej jest spisać wewnętrzny tok myśli - ...racja to, wręcz jest to niewykonalne.

* Grafika na dziś pożyczona z blogu, który możecie znaleźć tutaj.

poniedziałek, 3 września 2012

Niedyskretna łatwość informowania

Nowoczesne media, i współczesne nam narzędzia i kanały komunikacji, pozwalają na niesłychany do tej pory ekshibicjonizm emocjonalny i formalny. Już w zasadzie nie specjalnie nikogo dziwi, że wiemy jak wyglądają nasi znajomi czy obcy rano, wieczorem, na imprezie, na kacu czy w robocie oraz na wakacjach. Ba, wiemy co mają w domach, co hodują, co gotują, jakich pieszczochów zabierają do łóżka (sic!), czy też co akuratnie słuchają, oglądają i co najważniejsze jaki mają nastrój w danej chwili. Setki zdjęć, tysiące komentarzy, czasem wpisy i notatki  - głębsze, z szerszym zapleczem, z pokazaniem kontekstów. Największą, wręcz rewolucyjną zmianę, jaką zaproponował nam "nowy sposób komunikacji" zdefiniowałabym jako łatwość dzielenia się informacjami. Serwisy połączone w system szybkiego i atrakcyjnego powiadamiania, wręcz sprzyjają do dzielenia się. Gdyby porównać sytuację do kontaktów bezpośrednich, nie osiągnęlibyśmy nawet w połowie tak spektakularnego efektu.